Budujemy kolekcję fontów – poradnik subiektywny

Budujemy kolekcję fontów – poradnik subiektywny

Każdy kto zajmuje się grafiką i projektowaniem graficznym prędzej czy później staje przed koniecznością zbudowania swojej kolekcji krojów pisma. Być może na potrzeby prywatne, być może do firmy. Wiadomo, bogata i różnorodna kolekcja fontów może być ogromną pomocą w pracy.

Właśnie dlatego, chciałem dziś napisać kilka słów do osób, które zaczynają świadomie budować swoją kolekcję. Fonty to dość kosztowna rzecz i dlatego warto je kupować z głową, aby nie pluć sobie w brodę po jakimś czasie. Być może oszczędziłbym kilka dobrych stów (a może i więcej) gdybym przeczytał podobny poradnik kilka lat temu.

Od razu zaznaczę, że nie jestem jakimś wybitnym znawcą typografii. Ot, po prostu korzystając z racji posiadania bloga, chcę się podzielić z Wami kilkoma poradami, które w specyficznym warunkach mogą okazać się wartościowe.

Warto też dodać, że piszę tu o klasycznym sposobie nabywania fontów, czyli pojedynczych plikach wybieranych w sklepie. W internecie możesz znaleźć kilka niezłych abonamentów, gdzie za miesięczną opłatą masz dostęp do całej gotowej bazy fontów. Nie każdy jest jednak zwolennikiem takiego rozwiązania, więc ten mały poradnik adresuję do bardziej skostniałej części społeczności grafików (żart!).

Ilość fontów w kolekcji

Kiedyś wydawało mi się mitem, że gdy grafik myśli o projekcie, to już w głowie wie jakiego kroju pisma użyć. Ewentualnie, że trzeba być naprawdę topowym projektantem, aby mieć zdolność wybierania kroju pisma w locie. Dziś wiem, że nie trzeba być światowej sławy specjalistą, aby po zobaczeniu briefa czy koncepcji na projekt, w głowie wyskoczył nam pomysł na odpowiedni krój. Ot, cała tajemnica w tym, że warto mieć ogarniętą i niezbyt rozbudowaną bazę swoich fontów, które się naprawdę dobrze zna.

Bo to, że krój pisma trzeba dobrze poznać, aby odpowiednio go wykorzystać to również nie jest mit. Istotnym składnikiem mistrzowskiej typografii jest tajemnicza chemia między krojem pisma, a grafikiem. Ta może się wytworzyć tylko po dłuższej i bliższej znajomości. Nie dojdzie do niej jednak, przynajmniej moim zdaniem, jeśli w swojej kolekcji fontów masz za dużo przypadkowych i nieprzemyślanych fontów.

Darmowe fonty

Darmowe fonty, ot choćby z biblioteki Googla, na pewno są bardzo wartościowe i warto z nich od czasu do czasu skorzystać. Moim zdaniem jednak nie da się na nich oprzeć komercyjnej (artystycznej?) pracy grafika. Jasne, takie kroje jak Open Sans, Roboto czy choćby nasze dobrze znane Lato to świetne kroje pisma, które da się wykorzystać w wielu projektach, jednak to może być trochę za mało.

Nie czas i miejsce na omawianie problemów technicznych, ale jedyne usterki z fontami, które mnie dotknęły dotyczyły właśnie krojów darmowych. Nie chciałbym z tego robić reguły, ale dwa małe kryzysy, które mnie dotknęły podczas pracy projektowej wiązały się właśnie z nimi. Po przeinstalowaniu systemu i zainstalowaniu nowych fontów, otwierane projekty nie potrafiły odnaleźć danego fontu. Skończyło się na tym, że ręcznie musiałem wybierać je z listy fontów, a InDesign i Illustrator wskazywały że owego kroju nie ma, choć był zainstalowany. Może to zbieg okoliczności, może Google lub projektanci poprawiali swoje fonty i dlatego pojawiła się jakaś niezgodność z tymi użytymi w projekcie, niemniej jednak coś takiego nie powinno się przytrafić, a spotkało mnie to właśnie przy korzystaniu z darmówek.

Podsumowując. Na pewno warto zainstalować kilka dobrych, darmowych fontów i dołączyć je do swojej kolekcji. Choćby po to, aby trochę się z nimi zapoznać i czasem je wykorzystać. Zwłaszcza, że wśród darmowych fontów można znaleźć wiele udanych substytutów do niezwykle drogich i mało dostępnych krojów. Jednak to nie one powinny stanowić trzon kolekcji profesjonalnego grafika.

Nasz pierwszy zestaw

Wszyscy wiemy ile potrafi kosztować jedna rodzina kroju pisma. Zwłaszcza takiego znanego i cenionego. Dlatego na samym początku budowania swojej kolekcji lepiej pomyśleć o jakimś rozsądnym pakiecie. Oczywiście tych w internecie jest bez liku (o czym mowa będzie za chwilę), ale w tym miejscu zareklamuję (niestety bez wynagrodzenia) jedno, moim zdaniem, najlepsze rozwiązanie.

Jest nim biblioteka Telefont Euro i Euro plus  (nie mylić z Eurofontami – to jeszcze inna kolekcja). Za około 500 lub 1000 zł otrzymujemy bogatą kolekcję fontów, którą z powodzeniem możemy sobie przebrać i dołączyć do naszego katalogu. Rzecz jasna nie instalowałbym wszystkich fontów z płyty, zwłaszcza, że jest tam sporo krojów akcydensowych o różnej jakości. Niemniej, da się spośród nich (zwłaszcza z bogatszego pakietu Euro plus) zbudować solidną bazę fontów, które będą Ci służyć latami.

Być może tysiąc złotych na początku własnej działalności może wydać Ci się dużą sumą, ale na tyle na ile się orientuję, nie znajdziesz w sieci lepszego rozwiązania jeśli chodzi o stosunek jakości do ilości fontów. Zresztą wystarczy bacznie obserwować materiały graficzno-reklamowe, którymi jesteśmy atakowani, żeby zobaczyć ile grafików i agencji graficznych ogranicza się tylko do tego jednego pakietu.

Font w promocji – przeciw

Temat rzeka. Właśnie na takie fonty wydałem grube pieniądze, niestety często niepotrzebnie.

Font w promocji to naprawdę fantastyczna sprawa. Przy odrobinie zacięcia możesz kupić solidny krój pisma za niewielkie pieniądze. Niestety, wielu projektantów krojów pism zauważyło to, z jakim powodzeniem cieszą się fonty w promocji i skrzętnie to wykorzystują. Stąd cała masa fontów (ot choćby tu: https://www.myfonts.com/specials/), które mają naprawdę dobre prezentacje, świetnie wyglądają na stronie sklepu. I to w sumie tyle. Wiele z nich w promocji są po kilka lat, czasem jedynie zmieniają swoje nazwy i prezentacje… Poza nazwą wiele się nie zmienia i nadal są to fonty, które z rzadka można wykorzystać w „prawdziwym” projekcie.

Na przestrzeni kilku lat zakupiłem pewnie z kilkadziesiąt takich fontów, za każdym razem wydawało mi się, że robię interes życia. Wszak nie sposób przejść obojętnie obok tak korzystnej oferty, normalnie trzeba otworzyć portfel…

Niestety po latach, gdy patrzę na swoje projekty, to z fontów zakupionych w ten sposób skorzystałem może kilka razy. Na dodatek w tych przypadkach, w których to zrobiłem widzę, że lepiej było użyć zwykłego „klasycznego” fonta, ot choćby z biblioteki Euro (serio, nikt mi za to nie płaci). Za każdym razem gdy chciałem użyć troszkę innej, może nieco nowocześniejszej typografii okazywało się, że nic z tego nie będzie. Że font za kilkanaście dolarów nie nadaje się do składu tekstu, ma złe światło itd itp. Lub po prostu po jakimś czasie zacząłem dostrzegać, że wcale nie jest tak ładny jak wskazywałaby na to jego prezentacja w sklepie.

Font w promocji – za

To co napisałem wyżej to jedna strona medalu. Fontów byle jakich, wydawanych masowo zdecydowanie bym się wystrzegał. Podobnie jak kupowania w impulsie, na zasadzie „coś bym zmienił” w swoim projektowaniu. Jeśli jednak uzbroisz się w cierpliwość i zapiszesz do newslettera takich stron jak MyFonts czy Fontshop, możesz trafić na naprawdę wartościowe i pierwszorzędne obniżki cen. Bardzo często nawet duże typograficzne firmy, gdy wypuszczają swój font okraszają go sporą promocją. Czasem w martwym sezonie chcą trochę rozruszać klientów i również przygotowują specjalne oferty. Cała tajemnica tkwi w tym, aby być cierpliwym i na bieżąco przeglądać ich oferty.

Dla przykładu. Gill Sans Nova udało mi się kupić w okolicach 500 zł (cena regularna około 2000 zł). Podobnie było z Neue Haas Unica czy Dinem Next. Gdy pewnego razu policzyłem sobie ile oszczędziłem na tego typu promocjach wyszło mi kilka tysięcy złotych. Wiadomo font to droga rzecz, ale taki pieniądz, to rzecz o którą warto powalczyć.

Fonty w promocji – pakiety

W ostatnim czasie szalenie popularne zrobiły się fonty nie dość że w promocji, to jeszcze w pakiecie. Za niecałe 30 dolarów można kupić kilkanaście / kilkadziesiąt pełnych fontów do użytku komercyjnego. Normalnie, nic tylko brać i nie patrzeć się za siebie.

Tak, dobrze się domyślacie. Kilka razy też tak zrobiłem. Skrzętnie ściągałem masowo te wszystkie fonty i skrupulatnie je instalowałem. Nie mogę powiedzieć, w pewnym momencie moja kolekcja fontów była naprawdę imponująca. Ale tylko do pewnego momentu. Któregoś dnia usiadłem na spokojnie, przemyślałem całą sprawę i zastanowiłem się z których fontów prawie nie korzystam. I jakoś tak wyszło, że wyrzuciłem z katalogu Fonts 99,9% z nich.

Na pierwszy rzut oka, tego typu promocje wydają się być znakomitą ofertą. Niestety jest z nimi ten sam problem o którym wcześniej wspominałem przy okazji fontów w promocji.

Wiele z nich jest wykonana tylko pod taką sprzedaż. Wyglądają bardzo ładnie w prezentacjach. Powtórzę: nie jestem ekspertem i nie znam się. Ale nawet takiemu profanowi jak ja, ich hinting czy kerning, a nawet sam kształt poszczególnych znaków wydaje się być wykonany na bardzo niskim poziomie, na tyle niskim, że niezbyt dobrze się sprawdza w rzeczywistej pracy. Bo znów, co z tego, że masz kilkadziesiąt czy kilkaset krojów do wyboru, gdy w momencie próby wybrania któregoś zjeżdżasz na liście fontów do litery „Z” i nic nie byłeś w stanie wybrać?

Oczywiście od każdej reguły jest wyjątek. Taki bogaty zestaw fontów może się przydać przy kreacji logo. Wszak bogata i wielka kolekcja różnych typograficznych „kształtów” może być niezwykle inspirująca. Warto też zwracać uwagę na niektóre pakiety, bo wśród nich potrafią być całkiem fajne perełki (czasem tylko dla nich warto kupić cały pakiet). Ot choćby raz była Futura, innym razem Baskerville. Jednym zdaniem: fonty w tego typu pakietach, to rzecz warta rozważenia, ale na pewno warto je kupować (i instalować) z głową.

Fonty pożyczone

Uwaga! Teraz namawiam do piractwa, więc dzwońcie na policję.

Bardziej serio. Wiem, że to niezbyt zgodne z licencją fontów (choć tu pewnie trzeba by to rozstrzygać indywidualnie), to czasem w naszej pracy zdarza się, że ktoś przesyła Ci jakiś font do danego projektu. Wiadoma sprawa, kontynuujesz po kimś pracę i dostajesz komplet plików źródłowych razem z fontami. Instalujesz je i tłuczesz dalej czyjś projekt. Oczywiście tak „nabytych” fontów nie możesz wykorzystać w swoich projektach. Ale moim zdaniem jest to świetna okazja aby się inspirować i poznawać dany krój pisma.

Własnie w ten sposób się zaprzyjaźniłem z Brandon Grotesque. Otrzymałem go od jakiejś firmy, która stosowała w swoich materiałach i bardzo polubiłem. Tak bardzo, że po jakimś miesiącu kupiłem swoją licencję. Moja przyjaźń z tym fontem była na tyle niezdrowa, że ów krój pisma ładowałem praktycznie do każdego nowego projektu, aby dopiero po kilku tygodniach nabrać nieco dystansu i zacząć korzystać z innych fontów.

Mam nadzieję, że tych kilka krótkich porad pozwoli Ci nieco szerzej spojrzeć za proces zakupu fontów. Nawet jeśli mój mały poradnik zajął Ci tylko kilka chwil i pozwolił nabrać nieco oddechu przed zakupem, to i tak uważam że osiągnąłem mały sukces. Dobrze wiem, że chęć posiadania fajnej i rozbudowanej kolekcji fontów potrafi być przytłaczająca, dlatego tym bardziej przed każdym zakupem warto się kilka razy zastanowić. Zwłaszcza, że to nie ilość fontów zadecyduje o jakości Twoich projektów, a sposób ich wykorzystania i trafny dobór do odpowiedniego materiału.

Opublikowane przez Andrzej Gdula