Co wkurza grafika #2

Co wkurza grafika #2

Ciemne kalifornijskie niebo zasnuwały ciężkie burzowe chmury. Gdzieniegdzie na horyzoncie można było dostrzec przebłyski zbliżających się burz. Tą ciężką i nieprzyjemną atmosferę przełamywało światło dobiegające z okna niewielkiego domu. Gdyby ktoś przez nie zajrzał do środka, zobaczyłby dwóch mężczyzn pracujących na wiekowych komputerach Apple. Jeden z nich wściekle atakował klawiaturę, czego efektem była masa linijek kodu w jakimś bliżej nieznanym języku programowania. Drugi, nieco starszy, wpatrywał się w ekran swojej maszyny. Widać było, że nad czymś intensywnie myśli.

Wnętrze, pomimo, że rozświetlone zimnym blaskiem dwóch monitorów, przypominało pomieszczenie okultystów. Liczne pentagramy, wysuszone jaszczurki, ryciny starych i tajemniczych obrzędów zalegały w całym pomieszczeniu. Huk dalekiego grzmotu ożywił nieco myśliciela.

– Słuchaj – podjął leniwie – próbujemy sprowadzić ludzi na złą drogę już tyle lat, a efektów brak. Nie sądzisz, że warto by było spróbować czegoś nowego?

Wściekle piszący na klawiaturze mężczyzna nawet nie odwrócił wzroku. Tylko po małej zmarszczce na czole, można było poznać, że prawdopodobnie słucha swojego towarzysza.

– Moglibyśmy… – kontynuował starszy – …moglibyśmy stworzyć program, który stałby się nieodzowny dla jakieś grupy ludzi, uzależnilibyśmy ich od tego, a potem… – tu przerwał, widać było, że cały czas nad czymś myśli.

– Hmm… no?

– Gdyby się to przyjęło, nafaszerowalibyśmy ten program niezliczoną ilością błędów i bugów, doprowadzając jego użytkowników do pasji i rozstroju nerwowego. Zamiast psuć krew pojedynczym ludziom, za jednym zamachem wkurzylibyśmy całe tysiące. Mówię Ci, to jest przyszłość!

Stukot klawiatury ustał. Widać było, że mężczyzna, który wcześniej tak zajadle pisał bije się z myślami. W końcu rzucił – W dechę! Tylko o jakim sofcie myślisz?

– Ha! To proste. Zgnębimy grafików i wszelkiej maści projektantów graficznych, mają słabe i podatne na ataki dusze, więc z takimi słabiakami powinno pójść gładko.

Zamyślony wyraz twarzy drugiego mężczyzny powoli ustępował. Na jego miejscu rozświetlał się wielki, nieprzyjemny uśmiech – Masz rację! A ja nawet wiem jak go nazwiemy. Od dzisiaj pracujemy nad projektem Illustrator!

Burza się widocznie zbliżyła. Coraz głośniejsze i liczniejsze grzmoty zagłuszały obłąkany i szaleńczy śmiech dwóch satanistów dochodzący z małego, mrocznego domostwa…


Na wstępie muszę Was przeprosić za ten kawałek niezwykle słabej prozy mojego autorstwa. Jakoś nigdy nie miałem talentu do pisania, czego efektem jest moje narastające wkurzenie na samego siebie. Niemniej chciałem tym tekstem przedstawić jak wyglądał według mnie proces powstawania programu Adobe Illustrator. Rzecz jasna cała sprawa ma się nijak do rzeczywistości. Bujda na resorach i humbug historyczny.

Jednak, gdyby ktoś podszedł do mnie i rzekł: „Andrzeju, to nie ściema. To prawda, właśnie tak powstał AI”, to chyba bym uwierzył. Czemu? Powód jest zaiste prosty, ale zanim go wyjawię, trochę o sobie – wszak prowadzę bloga.

Z oprogramowaniem komputerowym do czynienia mam już naprawdę wiele lat. Warto dodać, że oprogramowaniem przeróżnym, bo za młodu pisałem programy, w chwili słabości muzykę, bawiłem się grafiką. Ba! Przez pewien czas można było mnie wziąć za masochistę, bo naprawdę lubiłem gdy komputer odmawiał posłuszeństwa i można było się wziąć za diagnostykę i próbę naprawy. Ale dlaczego o tym piszę? Otóż chciałem zaznaczyć, że pomimo sporego doświadczenia w różnego typu informatycznych aferach, to właśnie Illustratorowi należy się moim zdaniem palma pierwszeństwa w kategorii: Najbardziej porypany program współczesnej cywilizacji. Najbardziej niedopracowany. Zabugowany. Nieprzemyślany. Najbardziej idiotyczny i kretyńsko skonstruowany.

Zabójczy Overprint

Jak już zacząłem tak autobiograficznie, to opowiem krótką historię. Wiele lat temu, po niedługiej przesiadce z Freehanda na Illustratora, dostałem zlecenie na mega szybką reklamę do poczytnego pisma dla kobiet. Reklama miała być spreparowana naprawdę szybko – przypuszczam, że klient dostał zniżkę w ostatni dzień przed oddaniem pisma do druku, więc całą sprawę trzeba było skończyć w kilka godzin. Nie wiedzieć jak ani czemu (o współpracy na linii grafik–klient poświęcę osobny wpis), projekt został skończony bardzo szybko i sprawnie. W sumie nie dziwota. Reklama była bardzo prosta, jakieś tełko z fakturą, kilka pasków z tekstami i duże, bardzo duże cieniowane logo na praktycznie całą reklamę.

Akceptacja projektu przyszła bardzo szybko, więc wysłałem reklamę do druku, po czym o całej sprawie zupełnie zapomniałem. Kilka dniu później dostaję info od szefa: mega-awantura, reklama wydrukowała się kompletnie źle, wszystkie się pomieszało, miks kolorów, jakieś plamy itd. Udało mi się zobaczyć ową reklamę, i to co na pierwszy rzut oka klientowi wydało się obrazem abstrakcyjnym, mnie sprawa wydała się całkiem jasna. Otóż ktoś musiał otworzyć projekt i zacząć bawić opcjami mieszania poszczególnych elementów. Bo całość wyglądała jak w oryginale, tylko poszczególne warstwy się ze sobą pomieszały, jakby ktoś szalony włączył im tryb „Multiplay”. Czy coś Wam świta?

Tak, lekcja ta była dosyć dotkliwa (aczkolwiek z przyczyn niezwiązanych z tą historią rozeszła się po kościach): otóż okazało się, że Illustrator lubi sobie od czasu do czasu włączyć niektórym elementom opcję Overprint, czyli nadrukowania – efekt identyczny jak przy włączeniu warstwie czy obiektowi trybu multiply. Czemu tak się dzieje? Nie wiadomo. Niektórzy sugerują, że dzieje się tak przy wklejaniu obiektów z zewnętrznych programów. Może to być efekt nieuwagi użytkownika – mógł wszak pipetą skopiować pewne ustawienia obiektu. Generalnie rzecz biorąc, sprawa jest znana od bodajże wersji CS2, jest masa postów na ten temat na oficjalnym forum i absolutny brak reakcji z tego tytułu firmy Adobe.

Nieludzka edycja tekstu

Oj, tam, oj tam. Każdy program ma bugi. Co prawda nie od każdego bugu portfel może stać się chudszy o kilka tysięcy złotych, ale tam, powiecie: przypadek jeden na milion.

To może weźmiemy sobie kawałek tekstu i go jakoś sformatujemy… Jasne, przecież między innymi do tego jest ten program. No więc wybierzmy sobie krój pisma… Tylko musisz uważać czy wybierasz go w okienku Type>Character czy w pasku górnym. Jeśli nie wiesz o co chodzi, to znaczy, że jesteś jednym z tych nielicznym użytkowników, u których te dwa paski zachowują się tak samo. Często gęsto bywa tak, że wybieranie fontu z Type>Character jest niemożliwe lub skutkuje błędami. Ale czepiam się.

Masz już tekst wklejony w obszar tekstowy. Że co? Niektóre znaki wychodzą poza ten obszar? Oj tam, zdarza się – możesz zawsze ręcznie sformatować układ. Co prawda nie miękkim enterem, bo tego jakby nie było, ale kurczę. To jest program do rysowania! A jak już chcesz wiedzieć to można użyć opcji Adobe Every Line Composer i każdy tekst świetnie się formatuje. Co prawda czasem po zapisaniu i otwarciu układ wraca do tego niewłaściwego, ale hej! Kto by tam zwracał uwagę na tego typu pierdoły. Zresztą przy przesuwaniu takiego tekstu możesz mieć niezłą zabawę – gdy obszar taki trzymasz przyciskiem myszy, tekst wchodzi w tryb Single Line, przy puszczeniu w Every. Efekt? Tekst i cały układ sobie wesoło skacze, a Ty możesz poczuć dreszczyk emocji czy za kolejnym razem ułoży się tak jak powinien. Takie zastępstwo popołudniowej kawy.

Nie zmniejszaj okna!

Nikt normalny tego nie robi, ale mogło Ci się zdarzyć, że zmniejszyłeś całe okno z Illustratorem i wybrałeś inny program. Po powrocie okazało się że, całkiem słusznie program nadal jest zmniejszony. Powiększasz go, działasz sobie, pracujesz i znów przechodzisz do innego programu (przeglądarka, poczta itp) po czym wracasz do naszego głównego bohatera. Że co? Znów okno jest małe? Znów zwiększasz, a po powrocie jest małe? Nie martw się, to znany problem. Podobnie jak w przypadku samoistnego włączania się overprintu, sprawa jest znana Adobe`owi od kilku lat – jestem pewny że pracuje nad tym zespół najlepszych programistów.

Linijka taka równa

Słuchajcie. Czepiam się, nie zawsze te problemy występuję, nie dotyczą każdego, więc pewnie nie ma się co martwić. Przystąpmy zatem do projektowania. Co bardziej sfiksowani z nas lubią sobie użyć w projekcie Guide`a (prowadnica? linijka? korzystam z wersji angielskiej). Program jest nawet wyposażony w niezwykle przydatną funkcję Smart Guide. Oznacza to, że obiekty, prowadnice itd są przyciągane do odpowiednich krawędzi. No to heja: wyprowadzasz guide`a, celujesz w krawędź kartki… i jest! Wygląda jakby był na krawędzi. Dla upewnienia się sprawdzasz wartości… No tak, coś poszło nie tak. Zamiast wartości 0 w polu X, widzisz 0,43525…. Hmm, nie ma sprawy, poprawimy to ręcznie. Ok poprawiliśmy, dodaliśmy kolejną linijkę tym razem ułożoną 1 cm od krawędzi. I właśnie do niej przyciągasz pierwszy dumny obiekt Twojego projektu…

Pomyślmy. Linijka jest na bank ustawiona na x:1 cm. Przyciągany obiekt powinien się właśnie tak ułożyć. Prawda? Otóż nie. Nie ułoży się tak. To znaczy jak masz szczęście to może Ci wyjdzie, ale bardziej prawdopodobne jest, że obiekt ów otrzyma wartość X: 0,956 cm lub 1,0423 cm. Prawdziwa próba wiary dla osób z nerwicą natręctw. Ale to dobrze, dzięki temu wspaniałemu programowi możesz się jej szybko pozbyć.

Choć nie zawsze, to czasem tak bywa…

Gdyby ktoś zapytał mnie, jaka jest najbardziej wkurzająca rzecz w projektowaniu graficznym, to od razu i bez cienia wątpliwości odpowiedziałbym: Adobe Illustrator. Elementy, które wymieniłem wyżej mogą Cię tak naprawdę nie dotyczyć. Illustrator jest jak organizm żywy: na każdym komputerze zachowuje się nieco inaczej. Ja sam miałem okazję pracować (w sensie dłużej niż przez kilka miesięcy) i na wersji na Mac`a i na Windowsie. Część byków jest taka sama (nieśmiertelny overprint), część nie bardzo. Nie wiem czemu ten sam Illustrator inaczej się zachowuje u mnie w domu, a inaczej w pracy, i to przy tym samym systemie operacyjnym i bardzo podobnej metodzie korzystania z komputera.

Z litości nie wypominam też absolutnie kretyńskiego interfejsu, do którego, owszem, można się przyzwyczaić, ale nijak nie da się go nazwać przyjaznym. Każdy kto choć przez chwilę pracował w wyżej wspomnianym Freehandzie wie, że ponad połowę rzeczy da się zrobić łatwiej i szybciej. Illustrator jest… toporny. Korzystamy z Bóg wie, której już wersji tego programu i nadal obsługa pozostawia wiele do życzenia. Czy chodzi o użycie gradienta, wklejenie obiektu w obiekt czy po prostu korzystaniu z patha. O fatalnym zarządzaniu pamięci również nie warto wspominać…

Choć, jeśli widzisz, że po kilku godzinach pracy Twój komputer znacznie zwolnił warto wziąć pod uwagę wyłączenie Illustratora z opcją czyszczenia pamięci… może się okazać, że wcale nie trzeba resetować całej platformy. Ot taki mały tip na koniec mojego narzekania. 🙂

ps. Korzystam z nieśmiertelnej wersji CS6.

pps. Ten niezwykle długi, jak na mnie tekst, zacząłem pisać już kilka tygodni temu. Trochę rzeczy pozmieniałem, popoprawiałem itd itp. Ale tak jeszcze spoglądając sobie na to co napisałem przypomniałem sobie na szybko o jeszcze kilku innych fantastycznych cechach tego wirusa programu.

  • guide`y przypisane do strony trzeba odblokować przed jej sklonowaniem lub przesunięciem;
  • obiekty które są tylko na spadach (choćby bigi) nie klonują się ze stroną;
  • notoryczne ukrywanie się kolorów spotowych w zakładce z kolorami, pomimo próby ich wykasowania opcją „select all unused”;
  • przenoszenie obiektu z patternem np. do Photoshopa skutkuje pojawianiem się białych linii pomiędzy wzorkami;
  • dosyć niepokojący sposób tworzenia PDF`ów z dokumentów, które zawierają przeźroczyste pliki (wiem, wiem, można z tym na różny sposób walczyć, niemniej jednak jest to dość abstrakcyjne);
  • przy wyłączaniu prowadnic, zaznaczony obiekt może się podnieść o jedno „puknięcie” w górę;
  • jeśli chcesz skopiować / powielić stronę, musisz ją wpierw zaznaczyć. Jeśli od razu spróbujesz ją skopiować, ta bierze tryb współrzędnych z obecnie aktywnej i przesuwa całą zawartość strony nie wiadomo gdzie.

Serio? A to tylko krótka lista rzeczy, która mi wpadła pisząc „małe” post scriptum…

Opublikowane przez Andrzej Gdula

  • Michał W.

    Zacny artykuł, a zmniejszanie się okna programu po przełączeniu z innej aplikacji – myślałem że to tylko u mnie się coś psuje… 😉 A czy autor kojarzy taką przypadłość jak pojawianie się ledwo widocznych odstepów przy dwóch stykajacych się krawędziami elementach? (np. dwa prostokąty) Też dawało w kość ale to chyba było w CS5.

    • Andrzej Gdula

      Dzięki za słowa pochwały. To o czym piszesz to kolejna znana zmora. Wydaje mi się, że w CS6 cały czas występuje… Nie dalej jak wczoraj miałem z tym problem, z tym że nie z obiektami wektorowymi, a z obrazkami – dwa stykające się obrazki wypełnione kolorem, a pomiędzy nimi biała luka na niektórych powiększeniach.

      Wstyd się przyznać, ale zignorowałem to – wyszedłem z założenia, że to kwestia poglądu. I pewnie tak jest. Ale czy denerwuje? Jak szlag…

  • chiefer

    Dokładnie tak został stworzony Illustrator. Przekonuję się o tym codziennie i na Macku i na PC’cie.

  • OMG! Świetny artykuł! Do tej pory myślałam że się nie znam i stuprocentowo robię coś źle, a tu proszę. To nie ja to AI! 🙂

  • Nie zgadzam się! Nie zgadzam się!
    Spokojnie:-) Nie zgadzam się tylko w kwestii tego, że Twoja proza jest słaba. Świetnie sobie to wszystko zobrazowałem, czytają Twoją opowiastkę. Trochę tak jakby komiks:-) Jak widać, nie tylko do grafiki masz talent.

    O, ja szczęściarz! Kilku z tych błędów nie doświadczyłem pomimo wielu już lat styczności z tym narzędziem. Znam tylko te z edycją tekstu i linijką. Choć pod większością tej wykropkowanej listy mógłby przytaknąć.

    Ale to nic. Wg mnie jest coś znacznie bardziej irytujące w CAŁYM PAKIECIE Adobe. Uwaga, uwaga… A mianowicie ich niespójność obsługi! Może Ci się narażę, ale… uwielbiam pracę z Illustratorem, ponieważ praktycznie w każdym oknie mogę wprowadzić wartości samym tylko obracaniem scrolla. Nie muszę nawet klikać i stawiać tam kursora – wystarczy, że zrobię rollover i już mogę zmieniać. Uwielbiam to.
    Przechodzę do PSa i co? Muszę klikać, a dopiero potem mogę sobie kręcić scrollem. Ale to nic. Przechodzę do Indyka i co. Muszę kliknąć, zaznaczyć i wpisać z palca albo klikać na te pikuśne strzałeczki.

    W Ilu trzymam Shift, kręcę scrollem i przykładowo z wartości 18pt, najpierw wskakuje mi na pełną dziesiątkę (10 lub 20 – zależy w którą stronę kręcę), a dopiero potem skacze o pełne 10 jednostek.
    W PSie z tej 18-tki skoczyłoby na 8 albo 28.
    W Indyku… nie skoczyłoby w ogóle:] Bo scrollem się nie da. A przy pomocy strzałek wychodzi podobnie, jak w Ilu.

    O skrótach klawiaturowych można by napisać książkę. „Paste in place” w każdym jest inaczej. W indyku „Ctrl + E” to eksport, ale w ilustratorze już nie. W indyku w tym oknie można wyeksportować pdfa, w ilustratorze, by to zrobić, trzeba otworzyć „Save as…”
    W ilustratorze po wpisaniu tekstu w pole tekstowe mogę wcisnąć Esc i okno edycji się zamknie, a treść pozostanie. W PSie wszystko znika. Muszę „klikać ptaszka” u góry albo wciskać Enter z numerycznej klawiatury.

    Wiele tego jest. Można by dorzucić jeszcze Flasha, Premiere Pro i inne, i okazało by się, że każdy program powstał na innej planecie i chyba korespondencyjnie.

    • Andrzej Gdula

      Jeszcze w pełnym biegu, więc odniosę się tylko w skrócie.

      Na pewno nie naraziłeś mi się, bo zdaję sobie sprawę, że wiele moich uwag odnośnie AI jest bardzo indywidualna. Zresztą żeby być szczerym powolutku dochodzę do podobnych wniosków, które opisałeś. Chwilami zastanawiam się, który program mnie denerwuje. Jednak Illustrator czy już Photoshop. Do tego ostatniego czuję jakąś tajemniczą sympatię, która uniemożliwiłaby mi napisanie podobnego artykułu. Ale nie da się ukryć, że wersja CS6, ma może nie tyle błędy co widoczne braki i pewnie nielogiczności.

      A to, że rodzina programów Adobe ma „prawie” taki sam interfejs, gdzie to prawie daje najbardziej po tyłu to osobna historia. I na pewno warta opisania. Ja się nie podejmę, bo w sumie mnie (teraz ja się narażę) to bardzo nie przeszkadza. I tak często przełączam się pomiędzy programami innymi niż Adobe`owskimi, więc do zmian stylu pracy przywykłem. Ale jestem sobie w stanie wyobrazić wkurzenie opisanymi przez Ciebie sytuacjami.

      Ech, na dobrą sprawę, warto by kiedyś napisać kilka solidnych słów prawdy o całym Adobe`ie… ale na to jestem zdecydowanie za krótki. Ale nie ukrywam, że chciałbym aby ktoś wypunktował ich podejście do klienta, które w tym momencie sprowadza się do „daj piniondza”, a w zamian dostaniesz nowy interfejs i inteligentne rozmycie czy inne bzdety.

      • Też krótko.

        Dlatego jak widzę co potrafi ten program: https://affinity.serif.com/en-us/
        Oraz co potrafią zajebiste wtyczki do Ai (astute graphics), kosztujące majątek…

        To mnie trafia, że TEGO JESZCZE W ILLUSTRATORZE NIE MA.
        Tylko kosmetyczne zmiany, ciemniejszy interfejs, nowe okienka… i tyle. I oczywiście tak jak piszesz, „daj piniondza” co miesiąc najlepiej. Też używam CS6, pomimo, że CC kusi. Ale jak mam bulić za cały potrzebny mi pakiet, a bywa tak, że przez miesiąc to nawet PSa nie tknę. Nawet i ILU też nietknięty. Tylko Indyka. A płacę za wszystkie, bo skąd mam wiedzieć, których akurat będę potrzebował.

        Niestety, świat oprogramowania chyba w tym kierunku zmierza, patrząc po Microsofcie. To bad, to bad.

        • Daniel Nalepka

          Jeśli chodzi o Astute Graphics polecam produkt miesiąca (zawsze taniej tylko trzeba poczekać na ten, który nam pasuje) lub promocje typu Black Friday i Cyber Monday – ja przy tej okazji zaoszczędziłem ok. 50% na zakupie 2 pluginów (faktura na firmę w Polsce czyli bez VAT + standardowa promocja producenta).

          Fakt, jak się patrzy na Astute Graphics i to co potrafią zrobić jak plugin to faktycznie ma się wrażenie, że Adobe śpi 😉 Ostatnio dodano do Illustratora aktywne kształty które są namiastką tego co potrafi plugin Vector Scribe.

    • Daniel Nalepka

      Prawie ze wszystkim się zgadzam – niezborność skrótów klawiszowych to zmora każdego grafika korzystającego z pakietu Adobe. Gdy się pracuje np. przez kilka godzin w Illustartorze, a potem się człowiek przełączy na Photoshopa lub odwrotnie to z rozpędu chce tego samego zestawu skrótów używać i… no nie da się 😉

      Małe sprostowanie – w PS CC jest opcja zatwierdzaj tekst klawiszem Esc 😉 więc jest tak samo jak w Illustratorze.

    • Daniel Nalepka

      Nie wiem czy korespondencyjnie ale Adobe dopiero od niedawna (CS) sprzedaje wszystko w pakiecie (no dobra, od dawna ale nie od początku). Dawniej to były osobne programy, rozwijane każdy według własnego harmonogramu, poza tym nie Adobe kupowało programy od innych, mniejszych producentów (np. od Macromedia kupiło Flash i Dreamweaver). Stąd po dziś dzień rozbieżności w nazewnictwie funkcji oraz skrótach klawiszowych. W sumie i tak nieźle to skonsolidowali 😉

      • Tak, wiem, że Adobe zrobiło porządne zakupy, wykupując różne programy i próbując wydać je pod własną marką. Ale ile lat temu to już było? Dekadę? W tym czasie można by spokojnie (po wydaniu TYLU wersji) ujednolicić te badziewa do jednego schematu. O ile prostsza byłaby praca, gdyby człowiek nie musiał zastanawiać się, jaki skrót w TYM programie zrobi to, co chcę.
        Pamiętam swoje frustracje z młodości. Jak już naprawdę dobrze ogarnąłem flasha (bo tak naprawdę od niego przygodę zacząłem) i skusiłem się na PSa, to miałem wrażenie, że jestem na innej planecie. Totalnie inna bajka (pomijając kwestię, że przecież służy do czego innego). Ale ok, z lekkim bólem, po jakimś czasie ogarnąłem i PSa. No to teraz ILU. O matko! Od nowa! Wszystko inaczej, odwrotnie i w ogóle kosmicznie. Ech.

        Pewnie, że można by narzekać jeszcze więcej. Ale chyba wszyscy musimy przyznać, że co jak co, ale momentami nie ma nic przyjemniejszego niż korzystanie z tych kilku magicznych opcji, znacznie ułatwiających cały proces twórczy – do znalezienia praktycznie w każdym programie Adobe. Jak wszyscy wiemy, mogłoby być jeszcze lepiej i jeszcze łatwiej… ale teraz wyobraźcie sobie, że tych programów nagle nie ma. Masakra:-D

        I to jest właśnie to, o czym pisze Andrzej na samym początku. Mocno trzymam kciuki za takie projekty/programy, jak właśnie affinity. Póki co tylko na Maca, ale jeśli kiedyś wejdą na Windę, to chętnie ich sprawdzę. A jak Adobe poczuje odpływ „piniondza”, to może zacznie w końcu się bardziej starać, niż jak to było do tej pory – wrzucą jedną nową magiczną opcję na PSa i już tytułują ją nrkiem wyżej i zachęcają do przesiadki.

        Andrzej, chyba pod żadnym postem nie miałeś jeszcze takiej dyskusji:-) Nawet pod tym, gdzie zachęcałeś do wzięcia udziału w konkursie na logo. Tylko, że tu nikt na Tobie psów nie wiesza:-D

        • Andrzej Gdula

          To prawda:-D Takiej dyskusji jeszcze nie było. Powiem szczerze, że jestem nieco zdziwiony, że Illustrator wywołał tyle emocji i komentarzy. Ale to tylko dowód na tą okrutną prawdę – program jest niedopracowany, Adobe nic z tym nie robi i od czasu do czasu jego użytkownicy chcą się trochę poużalać:-)

          Fajnie, że mogłem taką małą przestrzeń do narzekania i wkurzenia zrobić:)

    • M

      Bo każdy program z firmy Adobe pisze inne zespoły programistów.
      Już dawno przestali nawzajem się unifikować.

      Mniejsza o mnogość skrótów klaw. – to można opanować, gorzej jest z kompatybilnością plików. Adobe zamiast nad tym popracować tworzy następne autonomiczne gnioty – np. muse i inne podobne, gdzie po eksporcie logika w skryptach jest poniżej krytyki.

      Adobe ma też dużo błędów, które mimo, zgłoszeń od lat, nie są rozwiązywane przez adobe. Support w tej firmie zamiast pomagać tylko irytuje, wcale nie są pomocni (support telefoniczny to bardziej nauka indoamerykańskiego niż prawdziwy support) To jest ewenementem przy oprogramowaniu w tej cenie.

      Posiadam od tej firmy oprogramowanie od ich pierwszych wersji, na dziś mogę bez kozery stwierdzić, że spokojnie można sobie odpuścić adobe i korzystać z darmowych odpowiedników.
      A całe ich pakiety można spokojnie ograniczyć do jednego programu – np After Effects, który w samej warstwie obróbki bitmap 2D bije Photoshopa na głowę.

      Jeżeli ktoś planuje zakup oprogramowania Adobe, to odradzam. za rok będziecie czuli się oszukani.

  • Magda

    O rety, właśnie sobie uświadomiłam, że ja też każdego dnia w pracy męczę się z większością tych bugów. Jakoś tak nigdy się o tym zbiorczo nie myśli, bo raz dokucza to, a raz tamto, ale rzeczywiście… Illustrator jest AŻ TAK niedopracowany.
    Jakieś dane na temat tego, czy aktualnie CC radzi sobie lepiej z chociaż jedną z tych bolączek?

    • Andrzej Gdula

      Niestety, ja takich danych nie posiadam. Ale na większość wymienionych przeze mnie bugów szukałem rozwiązania i często gęsto na forach wychodziło na jaw, że owe problemy w wersji CC nadal występują.

      Moje przypuszczenie jest takie, że po prostu część problemów może została usunięta, ale jak widzę jak pracuje Adobe nad swoimi programami, to taka sama ilość błędów została dodana. Szczerze bym się zdziwił gdyby było inaczej:)

      • Daniel Nalepka

        Niektóre błędy usunięto – pierwszy z brzegu: problemy z przyciąganiem obiektów do prowadnic. W jednej ze starszych wersji dynamiczne prowadnice pokazywały, że obiekt został do nich przyciągnięty. Po zbliżeniu okazywało się że niedokładnie. Błąd polegał na tym, że program mierzył przyciąganie nie względem krawędzi obiektu a… wirtualnego uchwytu na obwiedni służącego do zmiany wielkości obiektu. Stąd pracując w rożnej skali czasem niedociągnięcie do obiektu/prowadnicy wynosiło ułamek milimetra, czasem nawet kila. To była masakra ale to już poprawiono.

        Co do overprintów to nigdy mi się jeszcze same nie włączyły. Za to chwalę sobie mechanizm wykrywania białych obiektów z overprintem (błąd typowy gdy np. ustawiłem sobie czarny obiekt z overprintem a 5 min. przed oddaniem do drukarni klient kazał zmienić na biały – zwykle graik wtedy klika inną próbkę koloru zapominając o usunięciu overprinta i biały obiekt w druku wyparowuje 😉

        Inna sprawa – nie puszczam do druku niczego czego najpierw nie zobaczę w widoku uwzględniającym podgląd nadruku (overprint) tak w samym Illustratorze jak też oczywiście sprawdzam wszystko w Acrobat Pro, najpierw automatycznie przepuszczając przez kilka zestawów Inspekcji Wstępnej, później ręcznie włączając i wyłączając odpowiednie wyciągi barwne. Nie ma znaczenia czy pracuję nad plakatem czy folderem z kilkudziesięcioma stronami.

  • A już myślałem, że moja alergia na Illustrator, to przypadłość, no nie wiem, genetyczna? 😉 Dobry artykuł.

  • Daniel Nalepka

    I jeszcze taka ogólna uwaga – od kilku lat mamy dostępny pakiet CC. Program Illustrator od chwalebnego CS6 przeszedł długą drogę. Zastanawiam się na ile uczciwe (bez obrazy) jest pisanie o błędach programu z przed kilku lat. Proponuję zainstalować trial 30 dni wersji CC, sprawdzić co się w niej zmieniło i wypowiedzieć się o wersji proponowanej obecnie przez Adobe. Równie dobrze można by narzekać na samochody marki fiat opierając się na modelu 126p 😉

    Nie, nie jestem jakimś fanboyem Adobe 😉 Wielokrotnie pisałem w różnych miejscach o różnych błędach w różnych programach. Chociażby o moim ulubionym błędzie w InDesign. Napisz coś z podkreśleniem albo przekreśleniem. Następnie zamień na krzywe. Podkreślenie/przekreślenie zniknie 😉 Albo napisz tekst w tabeli. Zamień na krzywe. Będziesz mieć tekst zamieniony na krzywe na wierzchu, a pod spodem zostanie tekst zapisany normalnie fontem w tejże tabeli. Mowa o najnowszej wersji InDesign CC 😉 Tak więc widzę błędy również.

    Tak mi się przypomniało – miękki enter naprawili już w Illustratorze kilka miesięcy temu, może nawet rok. Też mnie to wkurzało strasznie.

    A ten brak scrolla w okienkach z np. fontem czy tam gdzie mamy zaokrąglanie narożników prostokąta to masakra. Czasem nie wiem ile w mm chcę je zaokrąglić, stąd używam scrolla – gdy mi się podoba stopień zaokrąglenia to go zostawiam. W Photoshopie muszę wpisać ręcznie i dopiero zobaczyć. W Illustratorze jest to prostsze. I czemu w Illustratorze mogę zaokrąglić w dowolnym kształcie narożnik, a w Photoshopie tylko w prostokącie 😉

    Przepraszam za chaotyczną wypowiedź – książkę można by było napisać o błędach Adobe, to fakt 😉

    • Andrzej Gdula

      Nie no, nie przesadzaj, było całkiem do rzeczy.:)

      Z tym ocenianiem programu kilku letniego to trochę racji masz. Ale trochę też Ci jej brakuje moim zdaniem.

      Przede wszystkim rozmawiamy o masie błędów i przeogromnej liczbie bugów, które są w programie. Jasne, mogę wybaczyć pewnie nielogiczności czy nawet braki w interfejsie licząc, że zostanie to naprawione w kolejnej edycji programu. Ale dopuszczenie żeby końcowa wersja programu wyszła z taką ilością bugów jest i było niedopuszczalne. I nie ważne czy rozmawiamy o wersji CS6 czy nawet CS2. Tego być nie powinno, a jeśli już się zdarzyło, to powinno być naprawiane. Zwłaszcza, że faktycznie z częścią problemów Illustrator zmaga się jeszcze chyba z wersji 10. No dajmy spokój…

      I owszem, część błędów Photoshopa CS6 (nie wiem czy podobnie było z Illu) została naprawiona. Zostało dodane także kilka funkcjonalności. Ale tylko dla tych którzy na początku przesiedli się na pakiet CC… Obiecałem sobie nie przeklinać na Graficznym (acz kiedyś o tym przeklinaniu napiszę kilka słów:) ), ale takie zachowanie firmy można by kilkoma niezłymi epitetami okrasić.

      I to że Adobe zdecydował się na taki a nie inny model dystrybucji swojego softu, spowodował że dla wielu użytkowników wersja CS6 jest tą jedyną ostateczną. Dla mnie też tak jest, więc oceniam tą wersję którą mam – z mojej perspektywy ostatnią która wyszła. Aczkolwiek nie zrozum mnie źle, rozumiem Twój punkt widzenia, też czasem mam ochotę się złamać i przejść na CC, ale z wrodzonego uporu w najbliższym czasie tego nie zrobię.

      Tak jak piszesz o Adobe można by pewnie napisać książkę. Choć nie sądzę, że zmieniliby swoje postępowanie – jak to mówią, historię piszą zwycięzcy, a biorąc pod uwagę majątek Adobe, śmiało można ich takim mianem określić.

      Faktycznie cieszy podejście twórców Affinity Designer, którzy swój soft reklamują prostym stwierdzeniem „Regular updates, no subscription” – widać dla jakiejś części użytkowników ma to niebagatelne znaczenie. Szkoda tylko, że dla dużych firm taki model dystrybucji jest coraz mniej atrakcyjny…

      Ech, chyba zacząłem pisać o czymś innym:) To powinien być temat na kolejny artykuł z serii, ale przypuszczam, że na jakiś czas dam sobie z tym spokój:D

  • Ciekawe to. Ja jeszcze (odpukać) nigdy nie miałem problemów z AI. Chociaż zgadzam się z tym, że ludzie z Adobe faktycznie robią wszystko, żeby nam uprzykrzyć życie. Zabili Freehanda dając AI. Dali InDesigna zabijając jego poprzednika (zabijcie, ale nie pamiętam jego nazwy, bo znam tylko ze słyszenia). Wykupili masę innych firm niszcząc ich świetne (jak na tamte czasy) programy. Teraz mają w swoich rękach Fotolię i Behance i tylko kwestią czasu jest, żeby oba serwisy zostały totalnie zepsute.

    A jeśli chodzi o błędu w druku to ja dużo lepsze przewałki miałem z Corelem, ale do było tak dawno, że już nie pamiętam szczegółów. Za to pozwolę sobie zaspamować kilkoma wpisami o Corelu właśnie, bo dochodzą mnie słuchy, że wciąż potrafią uratować tyłek, chociaż od czasu ich napisania trochę wody w Wiśle upłynęło i pojawiły się nowsze wersje:
    http://blog.ad3.eu/bledy_ktore_popelniamy_w_corelu.html
    http://blog.ad3.eu/corel_dlugie_otwieranie_niewielkich_plikow.html
    http://blog.ad3.eu/corelowe_swiecenie.html
    http://blog.ad3.eu/corel_w_cieniu.html

    • Daniel Nalepka

      Poprzednik InDesign nazywał się Adobe PageMaker (dawniej: Aldus PageMaker, zanim Adobe go kupiło 😉 Pamiętam jak dziś i źle wspominam. To był dramat.

      O Fotolii czy AdobeStock (czyli Fotolii w przebraniu) nie chce mi się mówić – drogo 😉

      Co do Corela to też temat rzeka. To oprogramowanie z mojego punktu widzenia stoi w miejscu (czyt. kopiuje nieudolnie od Adobe). Ja zatrzymałem się na wersji X4. Miałem trial najnowszego X7 i jakiejś rewolucji nie widzę (owszem doszła przezroczystość w gradientach itp. ale szału nie ma). Widzę, że Corel wzorem Adobe też oferuje (tylko jako alternatywę) abonament ale chyba podziękuję. W abonamencie od Adobe przynajmniej w kolejnych aktualizacjach dochodzą nowe funkcje. Czy i w Corelu tak jest? Boję się sprawdzać 😉

  • Areek

    A mnie właśnie brakuje jakiegoś rzetelnego porównania Corel vs AI. Od wielu lat dziobie w Corelu i poza standardowymi przypadłościami to do wykonywania zwykłych codziennych zleceń moim skromnym zdaniem Corel jest wygodniejszy. Wiele razy siadałem do AI i … no jak dla mnie to wszystko jest tam nadmiernie rozbudowane i niepotrzebnie pokomplikowane. Zdaje sobie sprawę że to kwestia obycia z programem ale…

  • Slim

    Dzień dobry,
    fajny tekst, lista bugów ciekawa, chociaż części nie spotkałem (uff!), poznałem za to kilka innych, do niektórych siłą rzeczy szybko się przyzwyczajając, na zasadzie tak jest i musi być, bo tak jest 😉
    denerwująca jest np samoistna zmiana jednostek – odpalasz plik, a tam nagle współrzędne podane w calach..
    na jeden z twoich problemów mam rozwiązanie – może nie najwygodniejsze, ale sam z niego korzystam bo bug jest denerwujący: uparte nieużywane swatche/spoty – musisz znaleść podlinkowany plik gdzie ten kolor się pojawia (nie musi być użyty, wystarczy że jest w paletce) i tam go usunąć, dopiero wtedy skasujesz go z głównego pliku..

    w trakcie pisania przyszła mi kolejna rzecz do dopisania do listy – nadanie atrybutu np multiply całej grupie nie skutkuje pokazywaniem tego atrybutu przy każdym elemencie grupy, a jedynie gdy zazaczymy wszystkie.. dużo czasu zmarnowałem na dochodzenie co z tym jest nie tak 😉

    dalej: zakładka transparency (korzystam tylko z wersji en, jak czasem musze z pl to się gubie i nie potrafie nic zrobić..) i opcja opacity mask.. nie mam zielonego pojęcia co to robi, ale krwi potrafi napsuć jeśli ktoś z tego skorzystał.. tak samo jak podwójne/potrójne wypełnienia lub obrysy z różnymi atrybutami (tak, da się to zrobić! i niestety niektórzy z tego korzystają..

    Photoshop i kasowanie wpisanego tekstu ESC – średnio za trzecim razem udaje mi się ten tekst zostawić, stosunkowo żadko z tekstów w PS korzystam, ale denerwuje..

    to tak na kolanie pisane, przypadkiem tu trafiłem, widząc otwartą stronę na komputerze mojej dziewczyny 😉

    pozdrawiam,
    kamil

    • Andrzej Gdula

      Pisząc ten wpis bardzo obawiałem się, że zostanę zakrzyczany, że przesadzam, że trochę wymyślam i w ogóle, że maruda jestem. Szczęście w nieszczęściu, bo lista bugów się wydłuża i jestem teraz w kropce bo nie wiem czy Ci dziękować za ich dopisanie, czy jednak mocniej się irytować na ten niespecjalnie napisany program:)

      Za rozwiązanie z nieużywanymi kolorami wielkie dzięki, koniecznie przetestuję przy najbliższej okazji. Z resztą przypadłości w sumie się zgadzam, aczkolwiek zaznaczę, że sam czasem korzystam z podwójnych i potrójnych obrysów. Wydaje mi się, że ta funkcja bywa całkiem przydatna, lecz niestety jej zarządzanie jest kompletnie źle przeprowadzone. Ale cóż… taki mamy program:)

      Swoją drogą, powinieneś być niezwykle wdzięczny swojej mądrej dziewczynie, skoro dzięki niej tu trafiłeś:D Pozdrawiam Was w takim razie:)

  • Daniel Nalepka

    A ja znalazłem coś nowego w Illustratorze niedawno… błąd wyświetlania na GPU (domyślnie włączone) – tutaj szerzej to opisuję wraz z ilustrującym ten problem obrazkiem:

    https://www.facebook.com/danielnalepka/photos/a.611271178966095.1073741826.230032510423299/978209088938967/?type=3&theater

    Czasem, gdy człowiek siedzi przy komputerze dziesiątą, dwunastą godzinę, to ma wrażenie, że dzieje się coś niedobrego z jego oczami lub psychiką 😉 ale okazuje się że to zwykły bug (nie feature 😉

  • fad

    Z większością tych problemów nie spotkałam się… co mnie dziwi, a program i tak jest lepszy od corela moim zdaniem. Natomiast coś co mnie często dotyka i jest dosyć bolesne to to, że jeśli coś mi się wyłączy (samo) to nie ma autozapisu, wszystko przepada… w InDesign w takiej sytuacji po ponownym otworzeniu pliku pojawia się wersja co najmniej sprzed kilkunastu sekund.

  • Antoni Łuchniak

    Dodaj jeszcze moją nową perełkę: pisząc w Illku polskie znaki (prawy alt + litera) pisze mi najpierw ten znak wielką literą, a dopiero potem pisze polski znak. Innymi słowy zawsze muszę kasować pojawiające się od czapy wielkie litery w środku tekstu.

    Pomyślisz, że moja klawiatura źle działa? Jakoś tylko w tym programie 🙂